Moja Hiszpania

Na krajowym rynku wydawniczym ukazała się ostatnio pozycja mogąca zainteresować każdego, kto odłożył trochę gotówki i zastanawia się jak ją atrakcyjnie zainwestować. „Moja Hiszpania, tam gdzie zawsze świeci słońce”, autorstwa Krzysztofa Dratwińskiego. Jednego z wielu obecnie Polaków, którzy zdecydowali się na inwestycję w hiszpańskie nieruchomości. Okazuje się bowiem, że tam na południu Europy łatwiej stać się takim inwestorem.
Dratwiński jest mieszkańcem kraju nad Wisłą, ale skadinąd wiadomo, że to właśnie sporo naszych zamieszkałych na Wyspach, decyduje się na takie posunięcie. Można przypuszczać, że im wciąż łatwiej odłożyć pewną ilość grosza, nie taką jeszcze, aby budować normalny dom w Polsce, a tym bardziej kupować dobrej klasy nieruchomość np. w Wielkiej Brytanii. Tymczasem kilkadziesiąt tysięcy euro, względnie wkład kilkunastu tysięcy euro przy opcji pożyczki, starcza na chałupkę na Półwyspie Iberyjskim.

Małżeństwo Dratwińskich – Dorota i Krzysztof - zdecydowało się kilka lat temu na takie posunięcie. Zgromadzili kapitał wystarczający na kupno nieruchomości za gotówkę. Niedużej, ale o wciąż porządnym standardzie.
Jakiś czas temu postanowili opisać swoje peregrynacje, doświadczenia z samego procesu kupna, urządzania się, radzenia sobie na rynku wynajmu – no i z samych pobytów w Hiszpanii, na Costa Blanca. Siłą rzeczy częstszych niż osób, które wybierają się np. raz na parę lat na wczasy do tegu kraju. Fakt faktem, ci, którzy mają tam nieruchomości i jezdżą co parę miesięcy lub choćby raz do roku, zaczynają wcześniej czy później czuć się tam jak u siebie.
Tym bardziej, że w owym regionie zakochać się można. Costa Blanca to chyba najcieplejszy region Hiszpanii. Jak pisze Krzysztof Dratwiński, słońce świeci tam 320 dni w roku. Często i w zimie chodzi się z krótkim rękawem, a w kwietniu można już myśleć o kąpieli w basenie. Grubo ponad 20 stopni w listopadzie to normalka. 

Miało panu Krzysztofowi wyjść chyba coś na kształt pamiętnika, a przynajmniej zbioru wspomnień. Jednak książka ma walory i poradnika. Można spokojnie ją polecić tym, którzy rozważają kupno domu w Hiszpanii. Przeczytają fajną historię, a dodatkowo zyskają szereg informacji z pierwszej ręki.
Im dalej w głąb książki, tym więcej dostajemy też obrazków z podróży. Dratwińscy cieszą się bowiem tą Hiszpanią i jeżeli nie jadą na dalszą wycieczkę, to choćby po pracy związanej z utrzymamiem apartamentów wyrwią się na gokarty czy do restauracji z flamenco.
Więć jest tu i pamiętnikowo i poradnikowo. Bo z jednej strony to kronika tego, co robili podczas danego wyjazdu, a z drugiej początkujący posiadacze nieruchomości dowiedzą się np. jak poradzić sobie z zakupem bramki czy ogrodzenia (przecież zamiast sklepu mamy tańszą fabrykę!), inwazją kukaraczy itp. Zaś i oni i inni odwiedzający region dostaną wskazówkę, gdzie kupić wino, najlepsze pieczywo, gdzie wyskoczyć na hiszpańskie tańce lub co zobaczyć w okolicy.

Są i inne wskazówki, czy też raczej przestrogi. Możliwe, że niezamierzone, ale wynikające z ciągu opowieści. Autor nie zajmuje się specjalnie polskim środowiskiem na Costa Blanca, ale trudno pewnie uniknąć jakichkolwiek wzmianek na ten temat. Pojawia się np. osoba, która wykonuje dla Dratwińsckich transfery gości z lotniska. Jak się później okazuje, zapewnia im ona... antyreklamę, proponując jednocześnie inne kwatery.
Widać, że jest to rzecz napisana przez amatora. Wykształconego i inteligentnego, ale amatora. Przydałby się szlif korektorski, a może i redakcyjny. Nie brak lekkiego slangu. Z drugiej strony, to dowodzi, że to rzecz autentyczna. Zdecydowanie nie stworzona na zamówienie – np. jakiejś agencji nieruchomości, o tym nie ma mowy – ale przez kogoś, kto bierze w tym biznesie udział jako klient. Jako jeden z nas, z publiczności. Owszem, taki, który chce mieć klientów w przyszłości, ale zaczyna od niczego. No... może od tego, że ma trochę kapitału.

Tak więc, nie spodziewajcie się tutaj giganta literatury, który stworzyl epopeję. To po prostu jeden z nas, ktory zdecydowal się spróbowac w branży nieruchomosci i turystyki i teraz opisał swoje doświadczenia. Znane już pewnej grupie ludzi z Polski i z emigracji, a wiadomo o kolejnych, którzy planują podobny krok.
Dratwiński jest z Polski, ale Hiszpania stała sie dla niego jakby drugim domem. Wielu jest zaś Polaków z Wysp i z innych krajów, dla których stała się... trzecim domem. Pochodzą z kraju nad Wisłą, na emigracji zarobili i dalej zarabiają, a zainwestowali na Półwyspie Iberyjskim. I tam też kiedy się da, uciekają.

Z innych źródeł wydaje się też, że zamieszczone tutaj dane dotyczące wydatków na utrzymanie domu, typu media czy opłaty, są nazbyt optymistyczne. No chyba, że są to wielkości sprzed paru lat - z momentu po zakupie pierwszej nieruchomości - i zostaną uaktualnione. Bo wieść niesie – że będzie dalszy ciąg.
Czekamy z niecierpliwością.

Jac
apartament na Costa Blanca

Hiszpania! Costa Blanca!

Ten apartament wynajmiesz po polsku. Mamy wolne terminy od połowy grudnia.
Dostępne również inne apartamenty.
Tel. 0800 014 6015
INNE                                                       
Grecja najpopularniejsza
To chyba nie będzie zaskoczenie. W ubiegłym sezonie najwięcej Polaków wybierało wakacje w Helladzie – i pewnie znów tak będzie. Największą popularnością cieszą się duże wyspy.
Wczasy online też chronione

Zmieniły się zasady dotyczące „wczasów w pakiecie”. Obecnie więcej wyjazdów, nawet tych składanych przez nas samodzielnie online, będzie w ten sposób traktowane, co zwiększy odpowiedzialność sprzedawców – a nie tylko bezpośrednich organizatorów.

Ostrożne wczasy w Tunezji

Idzie zima, a to czas nie tylko na narty, ale i na ciepłe kraje. Na mapę turystycznych wyjazdów z UK powróciła Tunezja. Kierunek jak zwykle ciekawy, ale też alej trzeba uważać.

REKLAMA

Stwórz darmową stronę używając Yola.