Merkuriusz Polonijny

Brexit zbiera żniwo

Zdaje się, że zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur UE nie do końca zdawali sobie sprawę ze skutków takiego posunięcia, mimo wielu ostrzeżeń przed faktem. Zwłaszcza, że raporty które pojawiły się po dacie ostatecznego Brexitu, są jeszcze bardziej szokujące. Branże, które ucierpiały tworzą długą listę i trudno zgadywać, kiedy któraś z nich ogłosi poprawę swojej sytuacji.
problemy winiarzy po brexicie
Problem ze społeczną świadomością - w tym i pro-brexitowców - jest taki, że wygody z jakich korzystaliśmy wszyscy jako członkowie Unii, uznaje się za coś oczywistego. Tak oczywistego jak dzień i noc - a więc się ich nie zauważa. Więc o czym tu było mówić? Mówienie o rzeczach oczywistych, które pewnie należą się każdemu jak psu buda, politycznie nie popłaca. Boli, dopiero kiedy znikną. Problem opisało m.in. Politico.

W warunkach swobodnego przepływu ludzi i kapitału oraz wspólnych regulacji prawnych, wzrosło całe pokolenie. Inni zdążyli się do nich przyzwyczaić. Teraz ich nie ma. Jeżeli nawet dany obywatel nie jeździ zagranicę i nie ruszają go problemy na granicach, to konsekwencje Brexitu odczuje idąc do sklepu. Będzie musiał zmierzyć się z brakami i wyższymi cenami. Ponarzeka później. Teraz zaś skarżą się ci, których, w których Brexit uderzył najpierw - na co dzień, w pracy.
 
Wśród nich najczęściej wymienia się kierowców TIR-ów. To oni zaopatrują kraj w szereg potrzebnych towarów lub wywożą jego urobek na sprzedaż zagranicę. No i... kolejki wielkich ciężarówek tak spektakularnie wyglądają w reportażach telewizyjnych.
A jak ciekawie posłuchać ich własnych opinii! - co nie jest trudne w epoce mediów społecznościowych. Oto pewien polski kierowca opisuje jak wreszcie odstał swoje (w Ashford z papierami stoi się osobno, 4 godziny, pod gołym niebem) i sprawdzono jego dokumenty. W poniedziałek. Oficjele stwierdzili, że wyglądają OK, ale przydałby się double check. Przesłali go na inny parking, aby poczekał. W środę okazało się, że rzeczywiście wszystko się zgadza i może wracać na parking urzędu celnego. Ten jednak był pełny. Musiał udać się w jeszcze inne miejsce, gdzie stałą kolejka do kolejki właściwej. Tu zjawiła się zaś policja, która wystawiła mu mandat £300, bo w międzyczasie wygasło jego pozwolenie na wjazd do hrabstwa Kent...
Tomasz Oryński, opisującytę historię, przytacza też wypowiedzi kierowców, którzy skarżą się, że celnicy każą im ruszać w drogę, nawet jeśli w trakcie formalności upłynął ich dozwolony przepisami czas za kółkiem.

Bloomberg opisuje historię Branimira Vuckovica, który wozi towary w ramach przedsięwzięcia Beep Beep Express Ltd. Bałkański kierowca spędził tydzień jeżdżąc po hrabstwie Kent, aby znaleźć agenta, który przygotuje jego dokumenty celne. Wszędzie odesłano go z kwitkiem. Mają za dużo roboty.
Eddie Maybank, niezależny agent celny, przyznaje, że nie może już nikogo przyjąć, bo ma za dużo roboty. - Zaczynam się załamywać, jestem przeciążony - twierdzi i poleca innych agentów. 
Co z tego jednak, kiedy ktoś się do nich w końcu dostanie, jeżeli oni też niekoniecznie pomogą. Nie dają rady przedrzeć się przez nowe procedury. A formularze (papierowe) bywają odrzucane np. przez zły kolor tuszu...
Polak Łukasz Piotrowski z PMA Trade Ltd., który traci dziennie podczas opóźnienia w Dover ok. tysiąca funtów, uważa, że zatrudnienie profesjonalnego biura do obsługi celnej po obu stronach granicy okazuje się bezowocne. Zarówno specjaliści w UE, jak i ci w UK nie wiedzą do końca co robić. - Bywają momenty, kiedy chcę zamknąć firmę - skarży się.

Furorę na Twitterze robi historia Daniela Lamberta, czołowego walijskiego importera wina. Faceta, który zbudował swój biznes od podstaw, aby stać się najlepszym. Dziś przyznaje, że w ciągu ostatnich kilkunastu dni nie tylko nie daje rady normalnie prowadzić interesu, ale też stoi przed największym jego zagrożeniem od początku swojej kariery w 1992 roku.
Już pół roku wcześniej rozpoczął przygotowania do Brexitu. Zdobył licencje i numery: EORI, RORO, GBRC, GBWK; miał już  rachunki ARWS i DAN. Na 9 grudnia był gotowy. Do końca roku sprowadził jeszcze wystarczająco towaru, aby w razie czego dociągnąć na starych dostawach do lutego.

______________________________________

______________________________________


Po powrocie do pracy wystartował z systemem CHIEF (The Customs Handling of Import and Export Freight) – to stary, brytyjski program do wymiany towarowej i formalności celnych, obecnie znów w użytku. Licencja miesięczna na niego kosztuje £157. Ten europejski, EMCS, działał błyskawicznie i sprawnie. Niestety, z tym brytyjskim, mającym pomóc rządowi zbierać podatki, tak nie jest. Przydaje się dodatkowe oprogramowanie, aby sobie poradzić z tym programem(!), a na jego instalację trzeba obecnie czekać cztery miesiące. I zapłacić 2 tysiące funtów...
Lambert spróbował więc używać samego CHIEF, Po wypełnieniu deklaracji okazało się, że ta narzuciła mu opłaty jak dla „kraju trzeciego”. A przecież umowa brexitowa przewiduje wymianę bezcłową... System nie został zaktualizowany i nie zapewnia żadnej pomocy telefonicznej. Jest email. Pisz na Berdyczów - a towar czeka. I problemy z owym systemem nie są jedyne. Dostawy muszą być jeszcze np. wyposażone przed wyruszeniem w drogę w dokument REX, stwierdzający pochodzenie każdego z win.

Pewnym jest ograniczenie oferty i wzrost ceny tego, co uda się tutaj importować. Butelka wina będzie kosztowała co najmniej funta drożej, a najpewniej ok £1.5 więcej. A dokładnie - trzeba będzie odjąć np. francuski VAT i akcyzę (€0.03); dodać koszty transportu (ten powinien być teraz droższy), brytyjski VAT oraz brytyjską akcyzę (£2.85). Ktoś musi za te formalności zapłacić.  
Daniel jest pewien nadchodzącej rececji. Brexit nazywa ekonomicznym i socjalnym wandalizmem. W przyszłym roku, kiedy jego dzieci zakończą pewien etap edukacji, chce wyprowadzić się ze Zjednoczonego Królestwa. W swojej branży był jednym z najlepszych. - Wiedziałem, że Brexit to będzie coś jak wypadek samochodowy - porównuje. - Ale okazuje się, że to jest jak wielopojazdowa katastrofa we mgle.

Można się spodziewać, że za jakiś czas niektóre niedogodności znikną albo zostaną złagodzone. Chociaż... nie będzie łatwo, kiedy rząd brytyjski sam je tworzy.  Oto odpowiednie agendy UE proponowały bezwizowy program dla brytyjskich artystów udających się na tournée do Europy (to praca). Jednak rząd Jej Królewskiej Mości... odrzucił tę ofertę. Przyznał się do tego po czterech dniach.
Dlaczego? Podobno nie wypada dla muzyków robić wyjątku od wymagań wizowych. Anonimowe źródło zbliżone do kół rządowych twierdzi, że to „podminowałoby zalożenia Brexitu”. Niektórzy spodziewają się zaś, że rząd nie chce, aby podobnie łatwo mogli do Wielkiej Brytanii przyjeżdżać europejscy artyści (tańsza konkurencja? jak dla budowlańców?).
Tymczasem przez wyjściem z Unii zapewniano, że nie będzie tego problemu. To wszak w UK ważna gałąź przemysłu, warta rocznie 5.8 miliarda funtów. Brytyjskim artystom mogą teraz pomóc jedynie kraje europejskie indywidualnie, nie domagając się od nich wiz pracowniczych. Taką wolę zadeklarowali już Francuzi, obejmując tym programem również sportowców i naukowców.

Ale to pomoc nie pochodzi od rządu brytyjskiego. Ten jak zwykle unosi się ambicją i nie poprosi o łaskę dla swoich obywateli. „We will never surrender”.

źródła Bloomberg, Politico, Twitter, oprac. JW
Comment Box is loading comments...
INNE                                          

Kurczaki z chlorem w prezencie
Traktat handlowy z USA miał być nadzieją na lepsze jutro dla zwolenników Brexitu. Wiadomo już jednak, że nawet ta umowa nie zrekompensuje strat powstałych na skutek rozwodu z Unią Europejską. Co gorsza, nie dawno okazało się, że handlowego bratania się z Amerykanami nie chcą też sami Brytyjczycy. A to przez konieczność dostosowania się do znacznie niższych standardów dopuszczanej do sprzedaży żywności.
Brytyjczycy na pół etatu

Jak wiemy, większość Brytyjczyków głosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej. Jednak okazuje się, że o wiele więcej poddanych Jej Królewskiej Mości, bo aż 89 procent, pragnie mieć paszport innego państwa. Są w stanie wiele w tym celu poświęcić. Przede wszystkim - dużo zapłacić. A chodzi im o swobodę poruszania się i bezpieczeństwo.

To nie ten sam kraj

Wiadomo, że znaczna liczba naszych rodaków zdecydowała się lub rozważa opuszczenie UK z powodu Brexitu. Ale obok naszych, są i miejscowi, którzy biorą pod uwagę wyjazd ze swojego własnego kraju. Ich liczba oczywiście nie jest tak pokaźna, jednak jak wskazują niektórzy komentatorzy, to ubytek szczególnie bolesny, bo na taki krok decydują się raczej jednostki wykształcone i otwarte na świat.

Żerują na wiernych

Nadzieja, że zniżki za bezszkodową jazdę obniżą koszt naszego ubezpieczenia może okazać się płonna. Ostatnio również oficjalne brytyjskie instytucje chroniące prawa konsumentów odkryły, że na tym rynku wcale nie opłaca się być wiernym klientem.

Analfabetyzm w Wielkiej Brytanii
Raporty z różnorakich badań dotyczących umiejętności czytania i pisania pośród obywateli UK są alarmujące. Aczkolwiek te twierdzące, że jeden na 5 to analfabeta są z pewnością przesadzone, to już mówiące, że jeden na dziesięciu ma problemy – są bliższe prawdy.

Chcesz kupić taniej ubezpieczenie samochodowe?
 PRZELEWY DO POLSKI
Eksport już traci
Do Brexitu jeszcze nie doszło, a firmy zaangażowane w eksport z UK już ponoszą straty. Niektórzy szacują je nawet na 30 procent sprzedaży. Inni liczą się z tym, że stracą kontrakty z partnerami z Kontynentu. Obok przedsiębiorców martwić mogą się ich pracownicy. Wszak nie ma kontraktów – nie ma pracy.

Polski bezdomny dostanie tysiące
Polak, któremu groziła deportacja z powodu bezdomności, otrzyma od brytyjskiego rządu £37 000 tytułem odszkodowania. Antoni Hołownia był bezprawnie przetrzymywany przez podnad 150 dni  w Brook House Immigration Removal Centre (IRC). 

Rachunek za Brexit
Głosiciele potrzeby zmian zawsze tak mają – obiecują, że kiedyś będzie fajnie, ale najpierw trzeba trochę zacisnąć pasa. Nie inaczej jest z Brexitem. Problem w tym, że z reguły nie widać końca tego zaciskania pasa.

Stwórz darmową stronę używając Yola.