Radość lokatora, smutek landlorda

Jeżeli wynajmujecie dom np. w Londynie, to z pewnością doskwiera wam wysokość czynszu. Gdzie indziej jest trochę lepiej, ale ciągłe podwyżki to zmora lokatora. Tak jest przede wszystkim w dużych metropoliach. Z problemem postanowili zdecydowanie poradzić sobie w Berlinie, gdzie zamrozili czynsze na pięć lat. Oczywiście teraz jedni się cieszą, a inni płaczą.
berlin czynsze

Tak drastyczne posunięcie spowodowane jest ekstremalnymi wzrostami kosztów mieszkaniowych, które szczególnie w ciągu ostatniej dekady coraz bardziej dają się we znaki mieszkańcom niemieckiej stolicy. Przez ten czas wzrosły one dwukrotnie! Koalicyjne władze Berlina – Lewica, Zieloni i socjaldemokraci – zdecydowały więc, że coś trzeba z tym zrobić.

Niemcy i tak o wiele lepiej dbają o prawa lokatorów niż np. Brytyjczycy, ale ten krok jest wyjątkowy. Z radością powitali go lokatorzy, jednak właściciele lokali pod wynajem rwią włosy z głowy. Nie tylko dlatego, że kiedyś nie dostaną więcej, jak planowali, ale już teraz akcje firm deweloperskich spadają na łeb, na szyję.

Nie było więc łatwo przepchnąć taką regulację, ale w wyniku wielogodzinnych negocjacji stronnictwa sprawujące władzę w stolicy doszły do porozumienia. Mieszkańcy Berlina przez dłuższy czas nie będą musieli się obawiać drastycznych wzrostów czynszów, które mają miejsce w stolicy Niemiec od 2008 roku – według serwisu Bloomberg.com w tym czasie cena za metr kwadratowy podwoiła się do 11,09 euro.

Czynsze w Berlinie zostaną zamrożone od 1 stycznia 2020 roku na następne pięć lat. I tak właściciele lokali pod wynajem nie powinni płakać, bo zgodnie z przygotowanym projektem, ich wysokość zostanie ustalona na poziomie stawek czynszów z 18 czerwca 2019 roku. Na dodatek będą mogli trochę nadrobić w 2022 roku – od tego czasu władze Berlina pozwolą właścicielom mieszkań podnosić roczny czynsz o wysokość inflacji, czyli o 1,3 proc. lub minimalnie go podwyższyć ze względu na prace remontowe konieczne do modernizacji budynku.


REKLAMA

Decyzja koalicyjnego rządu miasta wzbudza wiele kontrowersji. O niższe czynsze walczyli mieszkańcy Berlina oraz aktywiści i organizacje zrzeszające najemców. Ci oczywiście z zamrożenia czynszu się cieszą. W znacznie gorszych humorach są właściciele mieszkań, a to przede wszystkim ogromne spółki deweloperskie, grupujące setki tysięcy mieszkań obecnych na rynku.

Jak zauważa Bloomberg, decyzja władz stolicy mocno wpłynęła na giełdę. Wśród tych, którzy tutaj najbardziej ucierpieli, wyróżnia się Deutsche Wohnen, największy właściciel berlińskich mieszkań – wystarczyło kilka dni, by spółka straciła ok. jednej piątej swojej wartości rynkowej. Akcje innej ogromnej firmy nieruchomościowej Vonovia, odnotowały również znaczący spadek o 1,9 proc.

Przeciwnicy pomysłu władz Berlina podnoszą taki argument, że owa regulacja może zastopować powstawanie nowych domów i zamiast polepszyć, jedynie pogorszy problem braku mieszkań w Berlinie. Opozycja twierdzi również, że takie posunięcia przekształcą gospodarkę Berlina z rynkowej w centralnie planowaną. Jednak koalicjanci uważają wprost przeciwnie – rynek jest z bardzo napięty, a w ten sposób odetchnie.

Galopujące czynsze to problem wielu metropolii i miast na świecie, nie lepiej jest i w Polsce. Za kawalerkę w Berlinie płaci się 500-600 euro miesięcznie, a średnia cena wynajmu takiego samego metrażu w Warszawie wynosiła 2100 złotych (ok. 490 euro).

Opr JW, źródło INN

Comment Box is loading comments...
AKTUALNE              

Przyznają się?
Partia Brexitowa Nigela Farage'a znów po stronie Rosji. Tym razem opowiedziała się przeciw rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie przeciwdziałania dezinformacji i obcemu wpływowi na wybory w Europie.

W imię wartości
Puby sieci Samuel Smith's na terenie Greater Manchester i w okolicy zabraniają swoim klientom korzystać z telefonów komórkowych. Właścicielowi zależy na pielęgnowaniu tradycyjnych wartości.

Żerują na wiernych

Nadzieja, że zniżki za bezszkodową jazdę obniżą koszt naszego ubezpieczenia może okazać się płonna. Ostatnio również oficjalne brytyjskie instytucje chroniące prawa konsumentów odkryły, że na tym rynku wcale nie opłaca się być wiernym klientem.

To nie ten sam kraj

Również Brytyjczycy biorą pod uwagę wyjazd ze swojego własnego kraju z powodu Brexitu. Choć ich liczba oczywiście nie jest tak pokaźna, jednak jak wskazują niektórzy komentatorzy, to ubytek szczególnie bolesny, bo na taki krok decydują się raczej jednostki wykształcone i otwarte na świat.

Analfabetyzm w Wielkiej Brytanii
Raporty z różnorakich badań dotyczących umiejętności czytania i pisania pośród obywateli UK są alarmujące. Aczkolwiek te twierdzące, że jeden na 5 to analfabeta są z pewnością przesadzone, to już mówiące, że jeden na dziesięciu ma problemy – są bliższe prawdy.


REKLAMA

Stwórz darmową stronę używając Yola.