PROBLEMY IMIGRANTÓW W UK       

W rewanżu - obywatelstwo

Postępowanie brytyjskich władz wobec osób o pochodzeniu karaibskim z tzw. „Windrush Generetaion” wbudziło wielkie kontrowersje. Oliwy do ognia dolał ostatnio ujawniony fakt zniszczenia przez urzędników Home Office tzw. landing cards – dokumentów poświadczających ich legalne przybycie do UK i mogących uchronić ich przed deportacją. Rząd, aby ich udobruchać oferuje darmowe obywatelstwo. Odeszła też minister spraw wewnętrznych, Amber Rudd.
zgubiono landing cards
Imigranci z Karaibów pojawili się na terenie Wielkiej Brytanii w okresie powojennym. Przyjechali, bo ich tutaj zaproszono. Kraj doświadczony wojną, choć przecież nie tak jak np. Polska, potrzebował rąk do pracy. Ściągnięto więc ludzi z Indii Zachodnich, którzy do tej pory byli mieszkańcami brytyjskich kolonii, terytoriów zależnych bądź członków Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.
Dziś okazuje się, że status wielu z nich nie jest na Wyspach uregulowany, niektórzy mogą być nawet zagrożeni deportacją. Co prawda Theresa May już przeprosiła ową społeczność, spotkała się nawet z liderami karaibskich państw, ale wciąż pozostał niesmak, po tym, jak niektórzy stracili pracę, odmówiono im świadczeń zdrowotnych, czy też właśnie zagrożono usunięciem z kraju. Stało się tak dlatego, że wielu nie przeszło przez pełen proces naturalizacji i nie posiadało brytyjskich dokumentów... czy też właściwie żadnych dokumentów. Takiego obowiązku tu wszak nie ma.

Jak przyznała minister ds. imigracji Caroline Nokes, niektórzy mogli zostać już odesłani do kraju pochodzenia. „Mogli”, bo Home Office... nie posiada danych, czy tak się nie stało przez pomyłkę. Nadzieja w tym, że jeżeli nikt poszkodowany nie zaczął jeszcze głośno krzyczeć, to tak się nie stało.
Tymczasem, jako ofiarę śmiertelną owego zamieszania wymienia się niejakiego Dextera Bristola, który w 1968 roku przyjechał do UK z Grenady jako dziecko. Rok temu stracił pracę jako sprzątacz, odmówiono mu również zasiłków, jako że nie potrafił udowodnić swojego prawa do przebywania w Zjednoczonym Królestwie.  Od tego momentu walczył z systemem, aby dowieść swoich racji i w trakcie tych zmagań zmarł – jak twierdzi jego matka.

Status osób o pochodzeniu karaibskim można by szybciej uregulować, gdyby użyć tzw. landing cards, które sporządzano w momencie ich przybycia. Niestety... owych landing cards już nie ma. Zniszczono je. Niektórzy twierdzą, że to wtedy, kiedy ministrem spraw wewnętrznych była Theresa May, choć ostatnio pojawiła się teza, że stało się to już wcześniej, za labourzystów.
Fakt ów ujawniono parę godzin po tym, kiedy May przepraszała przywódców państw karaibskich.


Rzecz przypomina zamieszanie z paszportami polskich dzieci urodzonych w UK, których dokumentów pięć lat wcześniej w momencie aplikacji nie sprawdzono (względnie nie odnotowano) i teraz te paszporty im się zatrzymuje oraz domaga się ponownego udowadniania ich statusu (więcej o tym tutaj).

Jak twierdzą świadkowie, byli tacy, którzy w 2010 roku ostrzegali, że landing cards mogą się jeszcze przydać. Według byłego pracownika Home Office, przechowywano je w piwnicy rządowego budynku w Croydon. W trakcie przeprowadzki dokonano zniszczenia.

- Ta informacja pokazuje, że problemy Windrush Generation są rezultatem nie tylko pojedynczego, urzędniczego błędu, ale wynikają z systemowej niekompetencji, nieuwagi i bezwzględności naszego systemu imigracyjnego – powiedział członek parlamentu z ramienia Partii Pracy, David Lammy. - To ogromny wstyd, że ministerstwo zniszczyło owe papiery, a teraz domaga się od migrantów udowadniania swojego statusu, strasząc ich deportacją i pozbawiając ich należnych im praw. To nie przypadek, a polecenie niszczenia musiało przyjść od kogoś z góry.

Owe karty były o tyle ważne, że zawierały datę przyjazdu. Tymczasem po 1971 Immigration Act dawał ludziom, którzy do tego czasu przybyli do Wielkiej Brytanii prawo stałego pobytu (indefinite leave to remain).
Problem stał się widoczny już wcześniej. W ostatnich latach coraz więcej ludzi chciało uzyskać poświadczenie swojej daty przybycia do UK na podstawie tych dokumentów. Domagali się tego od Home Office, skarżąc się np. że w różnych instytucjach mówi się im, że nie są Brytyjczykami. Przebywali bowiem w tym kraju kilkadziesiąt lat, ale nigdy nie potrzebowali paszportu. W związku z czym nie figurowali w żadnej ewidencji. Ich aplikacje HO odrzucał – nie posiadał już wszak dokumentów, które zniszczono - posługując się standardowym listem: „Przeszukaliśmy nasze dane, ale nie możemy znaleźć żadnego śladu na twój temat w naszych zasobach”.

Ministerstwo próbując dalej się usprawiedliwiać, potwierdza fakt zniszczenia landing cards, ale twierdzi, że doszło do tego, aby zachować reguły ochrony danych osobowych, które przewidują, że takie „dane nie powinny być przechowywane dłużej niż jest to konieczne”.

Takie tłumaczenia oczywiście nie rozwiązały problemu, który zaczął nabierać rozpędu - wielu domagało się conajmniej podania się do dymisji minister Amber Rudd z Home Office. Aby udobruchać pokrzywdzonych i innych krytykantów rządu, zapowiedzieno, że przedstawiciele "Windrush Generation" otrzymają obywatelstwo brytyjskie za darmo. To na razie tyle, bo nie wiadomo jeszcze jak będą wyglądały same formalności.

JW

 

SKOMENTUJ
HTML Comment Box is loading comments...
INNE                                                    
Powrót Kelly Family
Pamiętacie słynną rodzinną, grupę Kelly Family? Bohaterów nastolatek i magazyny „Bravo”? Wracają na scenę! Po 12 latach spróbują powtórzyć sukces z lat 90.

Ssanie słabsze, choć też skuteczne
Krok ów zapowiadano już od jakiegoś czasu i wreszcie niedawno weszły w życie nowe przepisy dotyczące odkurzaczy. W całej Unii Europejskiej – a więc i wciąż w Wielkiej Brytanii - urządzenia te mogą mieć maksymalnie 900 W mocy.

Polakom i psom wstęp wzbroniony
- słabe pocieszenie, że dzieciom też. W każdym bądź razie takie rasistowskie zastrzeżenie pojawiło się na ogrodzeniu jednego z gospodarstw rybnych w Oxfordshire. Właściciel nie chce poza tym u siebie żadnych przedstawicieli „bloku wschodniego”.
EU jest be, forsa jest OK

Nigel Farage Unii Europejskiej bardzo nie lubi, ale groszem od niej pogardzi. Były lider UKiP zapowiedział ostatnio, że nie odrzuci emerytury z Parlamentu Europejskiego.

Status osiedleńca za darmo?

Zanosi się na to, że Unia Europejska zapłaci za aplikacje jej obywateli występujących w Wielkiej Brytanii o tzw. status osoby osiedlonej. Koszt aplikacji dla tych, którzy nie posiadają stałej rezydentury to £72.50.

______________________


REKLAMA

________________________________________________________________________________________________________________________
©Media&Net Invest

Stwórz darmową stronę używając Yola.