FELIETON                                                        

Brexit zredukowany

Powiedzieć, że przygotowania brexitowe wkroczyły w kolejną fazę to banał, czy też po prostu nieprawda. One są wciąż tej samej fazie – a mianowicie fazie rozważań „jak zjeść ciastko i mieć ciastko”. A ten problem do tej pory nie został rozwiązany. Tu rozchodzi się np. o granicę w Irlandii, kwestię unii celnej, ceny produktów sprowadzanych do UK i parę innych rzeczy. Zgadnąć można jedno – będzie gorzej niż było.
Rzecz jest trochę kabaretowa – a byłaby bardziej, gdyby nie to, że tak wielu z nas znajduje się wewnątrz tego bałaganu. Praktycznie pewnym jest spadek inwestycji zagranicznych w UK. Ale przecież o tym nikt nie myślał podczas referendum. Ludziom chodziło o kwestie imigracji – które obecnie nie zostaną rozwiązane tak, jak oni się spodziewali. Chodziło też o niezależność – ale przecież nie da się być całkowicie niezależnym we współczesnym świecie. Trzeba by być samowystarczalnym...

Niezwykle dojmujące są problemy z pozoru techniczne. Jak kwestia granicy w Irlandii. Nie można nią sobie jakkolwiek manewrować, bo obecny jej kształt jest częścią porozumień kończących niepokoje w Irlandii Północnej. No ale jak wyobrazić sobie otwartą granicę w Irlandii – czyli z Unią Europejską – i jednoczesne kontrole na granicach „od frontu?” Tak,to bez sensu. Wskazał to specjalny komitet parlamentarny, ale przecież aby to zauważyć, to nie potrzeba fachowców.
No, może do tego, aby znaleźć rozwiązanie. Nad tym zresztą „pracują”, ale końca owych prac nie widać. Pojawiła się koncepcja specjalnego statusu Irlandii Północnej, stowarzyszonej z EU. 

Są w dodatku inne problemy. Zagraniczne firmy w znacznym stopniu poddały inwestowanie w Wielkiej Brytanii. Biorąc pod uwagę średnią inwestycji w latach 2012-2016, teraz mamy pół z tego. A w porównaniu do 2016 roku... spadek wynosi aż 90%. Oczywiście, kiedy (no właśnie – kiedy?) zakończy się okres niepewności, powinno się polepszyć, ale póki co wygląda to dramatycznie. Tak przynajmniej wykazują dane OECD.
Poruszyły się inwestycje lokalnego kapitału, ale chyba musiały. Zwłaszcza branża IT stara się po prostu dotrzymać kroku. 
Wzrosła produktywność, choć chyba poprzez spadek roboczogodzin. W mniejszej ich liczbie musi zostać osiągnięty ten sam efekt.
Tyle, że martwi najważniejszy wskaźnik – wzrost produktu krajowego brutto w pierwszych trzech miesiącach 2018 spadł dramatycznie – do 0.1%. Dla przykładu, np. w Polsce to 4.7% w zeszłym roku. Oczywiście, Brytyjczycy mają „nadrobione” wcześniej, niemniej to wciąż jest poważny problem.

JW
Co więc zrobić? Sfery rządowe rozważają dodanie kolejnych trzech lat do okresu przejściowego po Brexicie. Czyli Zjednoczone Królestwo pozostałoby w unii celnej do 2023 r. Tyle, że to kolejne lata niepewności. W niepewnych nie inwestują, jak właśnie widać. No i dalej nie dałoby się zawierać niezależnych umów handlowych. Podleganie Unii, bez bycia w Unii...

Dlaczego zaś nie pozostać w samej unii celnej na dłużej? Są dostępne dwie opcje” norweska, która wiąże się z uczestnictwem w Europejskim Obszarze Ekonomicznym lub szwajcarska, polegająca na negocjacji mnóstwa umów handlowych. Obie mają wspólną cechę – zawierają wymóg wolnego przepływu siły roboczej. No i cały sens Brexitu – przynajmniej dla prostych mas, które to miały na myśli – poszedłby do kosza.   

Co ciekawe, niektórzy znani brexitowcy nie są przeciwni imigracji – jak np. Boris Johnson. Są skłonni dopuścić do wolnego przepływu siły roboczej, tyle, aby móc zawierać nowe układy handlowe. No ale to nie podoba się ich bardziej skrajnym kolegom z partii.
Tak że – wyjścia nie widać.
Comment Box is loading comments...

 INNE                                                                    

EU jest be, forsa jest OK
Nigel Farage Unii Europejskiej bardzo nie lubi, ale groszem od niej pogardzi. Były lider UKiP zapowiedział ostatnio, że nie odrzuci emerytury z Parlamentu Europejskiego.

Rachunek za Brexit
Głosiciele potrzeby zmian zawsze tak mają – obiecują, że kiedyś będzie fajnie, ale najpierw trzeba trochę zacisnąć pasa. Nie inaczej jest z Brexitem. Problem w tym, że z reguły nie widać końca tego zaciskania pasa.

Do Polski zabierają sofę

Coraz więcej Polaków decyduje się na powrót z emigracji. Firmy przeprowadzkowe notują wyraźny wzrost zleceń. 70% pochodzi z UK i z Niemiec.

______________________

REKLAMA
________________________________________________________________________________________________________________________
©Media&Net Invest

Stwórz darmową stronę używając Yola.