FARAGE ZA ROSJĄ                                                

Przyznają się?

Parlament Europejski głosował ostatnio nad rezolucją wzywającą do silniejszego przeciwdziałania akcji dezinformacyjnej i wpływaniu na wyniki europejskich wyborów m.in. ze strony Rosji. Przeciwko temu opowiedzieli się członkowie Brexit Party będący wciąż europosłami, na czele z Nigelem Faragem. Wielu obserwatorów widzi to jako jawną zdradę i przyznanie się do tego czyje pieniądze stoją np. za referendum brexitowym.

My w Polsce znamy podobne tajne, acz szerokofrontowe akcje Moskali, już od wieków. Agenci tego państwa za czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów wpływali za pomocą przekupstwa na wyniki obrad naszego sejmu – czy też raczej na brak jakichkolwiek wyników. Od pewnego momentu Rosja czyniła to w porozumieniu z innymi ościennymi mocarstwami. Zanim mogła po prostu dyktować politykę z pozycji siły...

Dziś Rosjanie też próbują mieszać i najpewniej z powodzeniem. Zauważyła to Unia Europejska, która w 2015 r. powołała grupę zadaniową East StratCom. Rok temu zaś, przed wyborami do PE, Facebook, Google, Twitter i Mozilla (później Microsoft) podpisały kodeks postępowania, w którym dobrowolnie uzgodniły zasady samoregulacji w celu zwalczania dezinformacji. W grudniu 2018 r. Komisja Europejska opublikowała plan przeciwdziałania takim praktykom.

Jako że przed końcem 2020 r. w państwach członkowskich ma się odbyć ponad 50 różnego typu wyborów, doszło ostatnio do obrad na ten temat. Posłowie przyjęli rezolucję, w której ostrzegają, że próby ingerowania w proces decyzyjny UE zagrażają europejskim demokratycznym społeczeństwom.

W trackie obrad wykazano, że obce ingerencje przebiegają według podobnych schematów, poprzez kampanie dezinformacyjne w mediach społecznościowych, cyberataki na infrastrukturę wyborczą lub wsparcie finansowe dla pewnych partii politycznych przed wyborami. Większość z tych ingerencji działa na korzyść kandydatów przeciwnych UE oraz populistów.

REKLAMA
W państwach członkowskich istnieje pełny lub częściowy zakaz finansowania partii politycznych lub kandydatów przez zagraniczne darowizny, ale obce agentury znalazły sposób na jego ominięcie. Posłowie wskazali na przypadki Frontu Narodowego we Francji oraz doniesienia mediów w sprawie Partii Wolności w Austrii, Ligi we Włoszech oraz Leave.eu w Wielkiej Brytanii.
Wyraźny jest znaczący wzrost przypadków propagandy rosyjskiej, będącej głównym źródłem dezinformacji w Europie. Liczba wykrytych przypadków podwoiła się na przestrzeni roku: 2018 - 434 przypadki, a w styczniu 2109 już 998 przypadków.

Europosłowie wezwali więc do przekształcenia East StratCom Task Force w permanentną i lepiej finansowaną strukturę. Wzywają oni również firmy internetowe i z dziedziny mediów społecznościowych do współpracy w przeciwdziałaniu dezinformacji, bez naruszania wolności słowa oraz UE, do stworzenia ram prawnych dla zwalczania zagrożeń hybrydowych. Chcą także utworzyć w Parlamencie Europejskim specjalną komisję do spraw zewnętrznych ingerencji wyborczych i dezinformacji.

Owe postanowienia przyjęto 469 głosami do 143 oraz 47 wstrzymujących się od głosu. Kto się sprzeciwił? No właśnie Brexit Party. Jej przedstawiciele stwierdzili m.in., że twierdzenia o rosyjskim wpływie na wybory to bezpodstawna propaganda i historyjki o duchach mające wyciszyć debatę.

Taka postawa spotkała się z krytyką nie tylko ze strony kontynentalnych, ale i innych brytyjskich europosłów. Jak przypomniał poseł liberałów Anthony Hook, po próbie otrucia Siregieja Skripala Rosjanie opublikowali 138 sprzecznych informacji, które dotarły do odbiorców z UK przez media społecznościowe. - Jestem wstrząśnięty i zniesmaczony tym, że europosłowie z Brexit Party odmawiają poparcia dla środków przeciwko fałszywym wiadomościom i dezinformacji, wykorzystywanym przez wrogie czynniki z zagranicy – powiedział Hook.
Pod artykułami opisującymi głosowanie opinie są jeszcze ostrzejsze. Czytelnicy domagają się śledztwa przeciwko partii, no i ukarania Farage'a i jego stronników.

Członkowie Brexit Party bronili się twierdząc, jakoby zależało im na wolności wypowiedzi, a do tego są przeciwni przyznawaniu więcej władzy organom UE i wydawaniu przez nią większej ilości pieniędzy. Cóż za troska...

Krytycy partii brexitowej przypominają stare brytyjskie powiedzenie „follow the money” - czyli mniej więcej „sprawdź skąd pochodzą ich pieniądze, a dowiesz się kto za nimi stoi”. 
Dla przypomnienia – w czerwcu br. Brexit Party została poproszona o zbadanie pochodzenia £2.5m z jej budżetu, czy aby pochodzą z legalnego źródła. Brytyjska Komisja Wyborcza ostrzegła, że struktura stronnictwa umożliwia przyjmowanie nielegalnego dofinansowania.

Ciekawe kto jeszcze – i w jakim kraju - bierze pieniądze od potęg zagranicznych.


JW, materiały PE
Comment Box is loading comments...
Chcesz kupić taniej ubezpieczenie samochodowe?

 INNE                                                                                   

EU jest be, forsa jest OK
Nigel Farage Unii Europejskiej bardzo nie lubi, ale groszem od niej pogardzi. Były lider UKiP zapowiedział ostatnio, że nie odrzuci emerytury z Parlamentu Europejskiego.

Eksport już traci
Do Brexitu jeszcze nie doszło, a firmy zaangażowane w eksport z UK już ponoszą straty. Niektórzy szacują je nawet na 30 procent sprzedaży. Inni liczą się z tym, że stracą kontrakty z partnerami z Kontynentu. Obok przedsiębiorców martwić mogą się ich pracownicy. Wszak nie ma kontraktów – nie ma pracy.

Polski bezdomny dostanie tysiące
Polak, któremu groziła deportacja z powodu bezdomności, otrzyma od brytyjskiego rządu £37 000 tytułem odszkodowania. Antoni Hołownia był bezprawnie przetrzymywany przez podnad 150 dni  w Brook House Immigration Removal Centre (IRC). 

Rachunek za Brexit
Głosiciele potrzeby zmian zawsze tak mają – obiecują, że kiedyś będzie fajnie, ale najpierw trzeba trochę zacisnąć pasa. Nie inaczej jest z Brexitem. Problem w tym, że z reguły nie widać końca tego zaciskania pasa.

Analfabetyzm w Wielkiej Brytanii
Raporty z różnorakich badań dotyczących umiejętności czytania i pisania pośród obywateli UK są alarmujące. Aczkolwiek te twierdzące, że jeden na 5 to analfabeta są z pewnością przesadzone, to już mówiące, że jeden na dziesięciu ma problemy – są bliższe prawdy.
______________________
REKLAMA
________________________________________________________________________________________________________________________
©Media&Net Invest

Stwórz darmową stronę używając Yola.