_______________________________________________________________________________________________________

800 umów do negocjacji

Wielka Brytania formalnie przestała być członkiem UE. Jest jednocześnie pierwszym państwem, które wystąpiło ze Wspólnoty. Jednak... całkiem odseparować od Unii się nie chce. Aby korzystnie poukładać relacje z Europą, potrzeba mnóstwo pracy w okresie przejściowym. Do negocjacji pozostaje ok. 800 umów. A na razie, w trakcie okresu przejściowego, niewiele się zmieni.
każdy Brexit zły
Tak jeżeli chodzi o podróże, jak i w biznesie. W trakcie okresu przejściowego Wielka Brytania będzie niegłosującym członkiem UE, podlegającym unijnym przepisom. Nadal będzie uczestniczyć w unii celnej, jednolitym rynku i płacić składkę do wspólnego budżetu.

W tym czasie będą jednak toczyć się negocjacje dotyczące przyszłych relacji handlowych pomiędzy Londynem i Brukselą od 2021 roku. - Zagrożenie twardego brexitu nadal istnieje i czeka nas na koniec tego roku, jeśli Wielka Brytania i UE nie dogadają się w szczegółach – podkreśla główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej, Michał Dembiński. - Prawdziwą datą brexitu będzie dopiero 1 stycznia 2021 r., kiedy powinno być ustalone, na jakich warunkach Wielka Brytania występuje z Unii.

Jeżeli obie strony nie dogadają się, to będą prowadzić wzajemną wymianę handlową zgodnie z przepisami Światowej Organizacji Handlu. Czyli import i eksport towarów z Wielkiej Brytanii będzie odbywać się na takich samych zasadach, jakie obowiązują w przypadku tzw. państw trzecich, z którymi UE nie ma umów handlowych.

- Czasu jest mało, bo okres przejściowy po tym, jak Wielka Brytania uruchomiła art. 50 traktatu lizbońskiego, skrócił się z 21 do 11 miesięcy, a wciąż jest ok. 750–800 umów do przedyskutowania i ustalenia – mówi Michał Dembiński. – Dwa najważniejsze ustalenia to deklaracja polityczna dotycząca stosunków brytyjsko-unijnych po upływie tego roku oraz właśnie umowa o wolnym handlu.

Tymczasem na Downing Street zachowują się jakby już było po sprawie. Podobno nie używa się już terminu „Brexit”, aby zademonstrować, że ten już został zakończony. A roboty mnóstwo. Rozmowy z Unia będą się te 11 miesięcy, ale to nie wszystko. Aby zminimalizować skutki wyjścia z UE, trzeba się dogadać - i to jak najkorzystniej - z innymi ekonomicznymi potęgami (USA, Japonia, Chiny) i z niektórymi mniejszymi krajami, jak np. z Nową Zelandią.

Jak podaje polskie Ministerstwo Finansów, niezależnie od wyników negocjacji prawdopodobnie zostaną wprowadzone kontrole na granicy między Unią a UK. Przedsiębiorcy będą mieć m.in. obowiązek dopełnienia standardowych formalności celnych. Dla osób, które dotychczas tego nie robiły, oznacza to np. konieczność zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient”, składania zgłoszeń i deklaracji celnych oraz regulowania należności celnych i podatkowych (VAT i akcyza).

REKLAMA
– W kwestii kształtu relacji Wielkiej Brytanii z UE po okresie przejściowym niektórzy wskazują na przykład Norwegii. Rząd brytyjski nie chce być jednak częścią unii celnej ani jednolitego rynku. Bliższym wzorcem jest Kanada, ale negocjacje umowy handlowej pomiędzy tym krajem i UE zajęły siedem lat. Tutaj trzeba wynegocjować coś podobnego w trakcie 11 miesięcy. Różnica jest taka, że obie strony dobrze się znają i jest nadzieja, że dogadają się pod presją czasu – mówi Michał Dembiński.

Wielka Brytania jest jednym z największych partnerów handlowych Polski obok Niemiec i Czech. Polska znajdzie się więc w gronie państw UE najsilniej dotkniętych brexitem. W przypadku wynegocjowania porozumienia spadek eksportu obniży polskie PKB o 0,14 proc., czyli ok. 3 mld zł. Jeśli zaś do porozumienia nie dojdzie, obniżka sięgnie 0,24 proc. PKB, czyli ok. 5 mld zł. Z kolei liczba miejsc pracy może spaść odpowiednio o 20 tys. i 35 tys. Konsekwencje będą dotkliwe również dla gospodarki brytyjskiej... dość specyficznej.

– Pod największym znakiem zapytania stanie eksport towarów. Około 50 proc. żywności konsumowanej przez Brytyjczyków pochodzi z innych krajów, w tym połowa z państw UE – wymienia Dembiński. – Wielka Brytania za mało produkuje – produkcja przemysłowa to tylko 9 proc. wartości dodanej do brytyjskiego PKB. Dla porównania w Polsce to jest 19 proc., a w Niemczech – 22 proc. To powoduje, że Brytyjczycy są skazani na import. Kraj ma ogromny deficyt w handlu towarami, których jakość może zastąpić przez nadwyżkę handlową w eksporcie usług, przede wszystkim finansowych. Jednak już w końcówce 2018 roku większość brytyjskich instytucji finansowych, które obsługiwały rynki unijne, przeniosła swoje siedziby na teren UE.

Dla przykładu Prudential przeniósł już swoją europejską siedzibę do Dublina, Bank HSBC rezyduje w Paryżu, a Lloyd’s of London – najstarszy ubezpieczyciel na świecie – już nazywa się oficjalnie Lloyd’s Brussels. W Polsce każda nowa polisa wystawiona przez tego ubezpieczyciela jest już traktowana jako eksport belgijskich, a nie brytyjskich usług finansowych.

– Byłbym zaskoczony, gdyby to przeniesienie 50 największych instytucji finansowych nie spowodowało ogromnego tąpnięcia w nadwyżce handlowej. Jednak sporo unijnych instytucji finansowych już zabiega o pozwolenie, żeby sprzedawać swoje usługi finansowe na terenie Wielkiej Brytanii – mówi Michał Dembiński.

Główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej podkreśla, że po zakończeniu okresu przejściowego z umową czy bez niej przedsiębiorcy mogą spodziewać się sporych problemów logistycznych.

– W tej chwili, gdy w porcie Dover cumuje prom, wyjeżdża z niego około 80 tirów. Brytyjskie służby celne są w stanie wychwycić może dwie–trzy ciężarówki podejrzane o jakieś nieprawidłowości. Jeśli jednak zatrzymają cztery, to już pojawiają się kłopoty, jeśli więcej, kolejny prom nie może zacumować. Teraz trzeba będzie kontrolować wszystkie 80 ciężarówek, więc utrudnienia i związane z tym koszty będą ogromne – mówi Michał Dembiński.

Opr JW, źródło Newseria 
Comment Box is loading comments...
AKTUALNE                 
Żerują na wiernych

Nadzieja, że zniżki za bezszkodową jazdę obniżą koszt naszego ubezpieczenia może okazać się płonna. Ostatnio również oficjalne brytyjskie instytucje chroniące prawa konsumentów odkryły, że na tym rynku wcale nie opłaca się być wiernym klientem.

Układu może nie być

Nawet traktat z USA nie zrekompensuje strat powstałych na skutek rozwodu z Unią Europejską.W dodatku okazało się, że handlowego bratania się z Amerykanami nie chcą też sami Brytyjczycy. A ostatnio Donald Trump stwierdził, że umowa brexitowa Theresy May uniemożliwi taki układ. 


REKLAMA

INNE                         
Tysiące na bruk

Jeżeli pracujecie w UK w branży motoryzacyjnej, to nie zazdrościmy. Parę dni temu ogłoszono, że Ford zamknie w 2020 r. swoją fabrykę silników w Bridgend. To nie pierwszy cios dla brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Dobre, polskie prawo jazdy
Martwicie się co z waszymi polskimi prawami jazdy po Brexicie? Niepotrzebnie. Nie słuchajcie tych, którzy twierdzą, że trzeba je będzie wymienić.
You talkin' to me?.. piekarzu
"Jimmy the Gent" powraca. Tym razem "Chłopcy z ferajny" zagięli parol na bajgle Warburtona w Bolton. Tak przynajmniej wynika ze słów ich wysłannika, Roberta de Niro. Przyjadą nowi ludzie, będą nowe porządki.
EU jest be, forsa jest OK

Nigel Farage Unii Europejskiej bardzo nie lubi, ale groszem od niej pogardzi. Były lider UKiP zapowiedział ostatnio, że nie odrzuci emerytury z Parlamentu Europejskiego.

Stwórz darmową stronę używając Yola.