LEKKOTALETYCZNE HMŚ                                                       

Polacy w Birmingham biją Amerykanów

Po słabej dla nas Olimpiadzie Zimowej – za wyjątkiem skoczków – przyszedł czas na dobre dni polskiego sportu. Mistrzostwo świata w kolarstwie torowym Szymona Sajnoka i znakomity występ polskich lekkoatletów na angielskiej ziemi. Podczas Lekkoatletycznych Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham nasi brylowali, ustanawiając m.in. nowy rekord świata w sztafecie 4x400 m mężczyzn. W klasyfikacji medalowej wyprzedziły nas tylko Stany i Etiopia. W pobitym polu pozostali m.in. gospodarze.
Kszczot i Marcin Lewandowski dali pokaz siły już podczas mityngu w Glasgow w biegu na 800 metrów. Mało kto wtedy to zauważył, bo akurat kończyła się Olimpiada i analizowano nasz koreański występ.  

Tego, co się stało ostatnio w Birmingham, jednak nie dało się nie zauważyć. Były to wszak najlepsze halowe mistrzostwa świata w historii dla Polski! Nie najgorzej było kiedyś w japońskim Maebashi, gdzie też zdobyliśmy pięć medali, ale wtedy mieliśmy tylko jedno „złoto”.

Zaczął znów Kszczot - na 800 metrów poszedł jako po swoje i został mistrzem świata. Przykład z niego wziął kolega, którego oglądaliśmy w Glasgow. Marcin Lewandowski na 1500 m tym razem zdobył srebrny medal, po świetnym finiszu.
Wreszcie, bo do tej pory nie szło mu tak jak Kszczotowi. Nie żeby nie potrafił, ale najwyraźniej miał pecha. Wywracał się w eliminacjach, w Sopocie go dyskwalifikowano, a rok temu w Londynie zabrakło mu dwóch setnych do awansu do finału na 800 metrów.

Podobnie rewelacyjnie spisała się też nasza sztafeta 4x400 m kobiet. Poprawiła rekord Polski z czasem 3,26,09, co dało jej srebrny medal. Jej skład to: Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gawroska i Małgorzata Hołub-Kowalik. Polki przybiegły jako trzecie – za Amerykankami i Jamajkami, ale ta druga drużyna za przekroczenie strefy zmian została zdyskwalifikowana, no i "srebro" przypadło naszym..
Ale wreszcie na bieżni pojawili się nasi 400-metrowcy. I zgotowali nam piękny finał halowych MŚ.  Drużyna w składzie: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina zdobyła medal złoty i pobiła rekord  świata. Osiągnęli świetny czas 3:01.77, który jest nowym rekordem!

- Bieg był poprowadzony perfekcyjnie - powiedział dla „Gazety Sport” Marek Plawgo m.in. brązowy medalista MŚ i mistrz HMŚ na 400 metrów. - Amerykanie wyszli do przodu, ale dzięki temu Polacy mieli cały czas komfort biegania w swoim stylu. Nie musieli walczyć, tracić energii na walkę jeden na jeden, czy na przepychankach. Wszyscy równo dali z siebie 120 procent, a kiedy tak się dzieje, to suma tego nadludzkiego wysiłku przekłada się na rekord świata.

Rewelacyjnie pobiegł zwłaszcza Krzewina, na ostatniej zmianie. To on na ostatniej prostej wyszedł na prowadzenie i już go nie oddał. Tym bardziej cenne i niesamowite, że i on był zawodnikiem wcześniej dość pechowym. A wynikało to ze względów zdrowotnych, zwłaszcza problemów z kręgosłupem. Zdarzało się, że z powodu urazów nie kończył sezonów. To owocowało brakiem zaproszeń na mityngi. Ale zawziął się i twardo pracował. Według Plawgi, na treningach biegał w butach, a nie w kolcach, aby do minimum zmniejszyć ryzyko kolejnych kontuzji. Przez długi czas nie wykonywał treningów siłowych.

W tym biegu jednak „wszyscy dali z siebie wszystko”. Po finale i zakończonej rundzie honorowej Łukasz Krawczuk wyczerpany wymiotował do kosza na śmieci, który stał na płycie.

Nie można pominąć również Piotra Liska, który w skoku o tyczce zdobył brązowy medal, bo to również dzięki niemu nasza reprezentacja zajęła trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Wyżej uplasowały się Etiopia i Stany Zjednoczone.

Teraz można myśleć bardziej optymistycznie o olimpiadzie letniej (za dwa i pół roku). Oczywiście przez ten czas różne rzeczy mogą się wydarzyć, trzeba więc mieć też rezerwy. A takie są. I tym razem do sztafety byli przygotowani utalentowani młodzi biegacze: Kajetan Duszyński (AZS Łódź) i Patryk Adamczyk (RLTL ZTE Radom). Przydałoby się jeszcze ze dwóch i śmiało celować w najwyższe cele na igrzyskach, które dla pewnych dyscyplin są pewnie nawet ważniejsze niż mistrzostwa świata.

JW
INNE                      
Często nas biją
- Z kondycją polskiego boksu zawodowego jest troszeczkę gorzej – stwierdził niedawno ostatni polski medalista olimpijski w tej dyscyplinie (brąz w 1992 roku w Barcelonie) Wojciech Bartnik. Jest to delikatne stwierdzenie, bo w tym roku prawie wszyscy lali naszych. Niewielu może uznać go za udany.
Artur Szpilka wraca na ring
To pewne, ale szczegółów na razie brak. - Szykuję się na kwiecień, maj. Może Ameryka, Anglia lub Polska” - mówi. Wraca po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją ręki. W czasie przerwy bokser zmienił także trenera – jego nowym szkoleniowcem został Andrzej Gmitruk.
IBB Polonia Londyn ponownie w finale Pucharu Anglii

W ostatnią sobotę Polonia na własnym boisku podjęła zespół Wessex w meczu półfinałowym Pucharu Anglii. Siatkarze ze wschodniego Londynu nie dali rywalom cienia nadziei na wygraną i dzięki pewnemu zwycięstwu 3:0 (25:19; 25:16; 25:11) awansowali do finału rozgrywek.


REKLAMA

________________________________________________________________________________________________________________________
©Media&Net Invest

Stwórz darmową stronę używając Yola.